Translate

sobota, 14 stycznia 2012

Clean&Clear morning energy rozświetlający żel myjący

Clean&Clear morning energy rozświetlający żel myjący z ekstraktami z cytryny i papai kupiłam latem 2011 r. Produktu używam już jakiś czas – na zmianę z innymi specyfikami do oczyszczania twarzy i pomyślałam, że mogę napisać kilka słów na jego temat.


Na początek informacje od producenta oraz skład:



Kosmetyk zamknięty jest w wygodnym opakowaniu z pompką o pojemności 150 ml. W Rossmannie kosztował ok. 13 zł w promocji, cena regularna to ok. 15 zł. Można go używać przez 12 miesięcy od chwili otwarcia. Na pewno elementem, który przyciąga wzrok jest kolor żelu, a w szczególności jego złota poświata. W środku znajdują się małe kapsułki, które są bardzo słabo wyczuwalne podczas mycia i w zasadzie nie mają właściwości peelingujących. Patrząc na obecne zużycie żelu oraz dużą ilość granulek widoczną w opakowaniu można jednoznacznie stwierdzić, że mają one problem z wydobyciem się z pompki. Jeśli chodzi o konsystencję to jest ona dość gęsta, ale żel jest raczej średnio wydajny. Bardzo podoba mi się zapach kosmetyku – świeży, cytrusowy i energetyzujący. Po użyciu, dzięki zawartości mentolu, czuć delikatny efekt chłodzenia.


W swoim składzie żel zawiera SLS, ale nie wyrządza nim mojej buzi żadnej krzywdy – tzn. nie wysusza skóry, nie pozostawia uczucia ściągnięcia i nie podrażnia. Z drugiej strony nic nadzwyczajnego ten produkt też nie robi – oczyszcza i tyle. Efekt rozświetlania, o którym pisze producent, owszem jest, ale tylko w momencie aplikacji żelu na dłoń. Po kontakcie z wodą kosmetyk zaczyna się delikatnie pienić i złota poświata znika. W sumie to dobrze, bo nie wyobrażam sobie swojej skóry, gdyby całe to złotko miało na niej zostać. Podsumowując: kupiłam ten żel, bo kusił mnie jego niespotykany kolor [tak, tak, jestem sroką na błyskotki]. W domu okazało się również, że świetnie pachnie. Oczyszczać oczyszcza, ale zachwycać nie zachwyca. Zwykły żel i to wcale nie taki tani.

Tytułem zapowiedzi - już dziś zapraszam na przyszłotygodniową recenzję nowego różu Maybelline Dream Bouncy Blush :)

3 komentarze:

  1. miałam tonik odświeżający beznadziejny, nawet po takim wysypało mnie na twarzy, okropieństwo dla mnie bubel

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam na recenzję Bouncy Blush, jestem strrrasznie ciekawa jak się sprawdzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam go i powiem szczerze, że polubiłam za zapach :)
    Krzywdy nie zrobił, ideałem nie jest :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania postów :)
Jeśli zadasz pytanie odpowiedź na nie znajdziesz pod Twoim wpisem w komentarzach.
---------------------------------------------------------------------------------
KOMENTARZE TYPU: 'FAJNY BLOG. OBSERWUJĘ. ZAPRASZAM DO MNIE' ORAZ MAJĄCE NA CELU AUTOPROMOCJĘ BĘDĄ USUWANE.